z Tobą mi lżej
  • TOWARZYSZĘ:
    • WSPIERAM
    • PIELĘGNUJĘ
  • BĄDŹ NA BIEŻĄCO
    • FACEBOOK
    • INSTAGRAM
    • PINTEREST
  • AUTOR
  • KONTAKT


Kiedy nagle zdecydowałam się na wolontariat medyczny w hospicjum, wiedziała o tym tylko jedna osoba, reszcie nie chciałam mówić, bo

Jak wielkie jest zapotrzebowanie na pomoc ludziom umierającym?
Jak ważne jest zagadnienie opieki paliatywnej?
Jak ważne jest, by każdy mógł godnie pożegnać się z tym światem?

Według WHPCA: 




18 milionów ludzi cierpi potwornie i nie ma już siły wołać o pomoc. Jeśli nie wyjdzie im się z pomocą - przeżyją swój koszmar sami, zwijając się z bólu, bez jakiejkolwiek nadziei. 
I mimo, że przez całe swoje życie, byli otoczeni ludźmi - pożegnali ten świat tak, jakby przeżyli swoje życie na bezludnej wyspie.


Nie musi tak być, ale potrzebna jest tutaj wrażliwość drugiego człowieka, który w swoim zabieganym życiu, pomyśli o jego końcu (końcu życia - nie tylko innych ale również i o swoim).
Wielu z nas dotyczy poniższa wypowiedź Dalajlamy:


Dzięki nieustannemu rozwojowi medycyny, psychologii, socjologii i innych nauk -  jest coraz więcej miejsca na opiekę paliatywną, dotyczącą końcowego etapu życia człowieka.
Na przestrzeni kilkudziesięciu lat, temat umierania - niegdyś temat tabu, lecz cały czas trudny temat - zaczął być obiektem ważnym, obiektem badań i starań - nie tylko ludzi związanych zawodowo z tym zagadnieniem, ale również ludzi dobrego serca, którzy chcą pomóc prawdziwie potrzebującym.


Śmierć nigdy nie przestanie nas przerażać, ale możemy się z  nią oswajać...
Zacznijmy więc od szacunku do życia - życia zarówno swojego, jak i innych ludzi, reszta pomocy umierającym powinna przyjść od specjalistów - lekarzy, pielęgniarek, farmaceutów.

Mamy więc na tym polu jeszcze dużo do zrobienia, a myśl:


niech sprawi, że dzięki nam komuś będzie łatwiej pożegnać się ze światem. 
Niech sprawi, że poczujemy się wyróżnieni - móc być dla kogoś, ostatnim i wspaniałym towarzyszem na ziemi. 
I na koniec - niech sprawi, że i my, będąc w potrzebie - tą pomoc otrzymamy.

Miłej i spokojnej niedzieli!

Kasia

Kochani czytelnicy,

Zbliża się wiosna! Kwiatki, słonko, ciepło i nowa energia.
Usłyszymy też coraz więcej śmiechu i krzyków radości dzieci, na podwórku.
(zawsze miałam do tego słabość ;))


Niestety - nie każde dzieciątko ma możliwość cieszyć się z wiosny i krzyczeć z radości...
 - właściwie bardziej ma ochotę krzyczeć ze smutku - bo właśnie straciło swoją kochaną mamę lub zabawnego tatę. 
Niestety - niektóre dzieci zamiast korzystać z uroków wiosny - walczą z ciężką chorobą.

Wiosna chyba szczególnie upodobała sobie dzieci, choćby dlatego, że I czerwca obchodzimy cudowny DZIEŃ DZIECKA.

I chociaż słusznie niektórzy twierdzą, że jest to dzień wszystkich, bo wszyscy jesteśmy dziećmi - to w tym szczególnym dniu, dorosły jakoś przeżyje bez miłego gestu w jego stronę, gorzej i o wiele smutniej przeżyją ten dzień maluchy, bez choćby promyczka radości i zapewniena, że są ważni i kochani.


Nowa akcja fundacji hospicyjnej "Uśmiech dziecka na dzień dziecka", daje nam dorosłym, możliwość podarowania promyczka radości dziecku, który ma powody do wielkiego smutku.

To dla nas wspaniała szansa -  znów mamy możliwość zmienić świat na lepsze! Świat tak ważny bo ŚWIAT DZIECKA! 

Jak możemy to zrobić?

Klikamy tutaj  i wybieramy z długiej listy dziecko, które marzy o konkretnej, niewygórowanej rzeczy. Następnie zaopatrujemy się w prezencik, piszemy karteczkę z życzeniami i wysyłamy podarunek na adres fundacji (lub dostarczamy do fundacji osobiście).
Dzieci podpowiadają nam dokładnie, co  sprawi im pociechę (np. bluza, książka czy lampka na biurko) - nie musimy się nawet główkować nad prezentem. 

Jednak oprócz rzeczy materialnych, które dzieci niewątpliwie ucieszą, podarujemy im coś jeszcze, coś znacznie cenniejszego - poczucie, że nie są sami, że nie są nam obojętni i że są na świecie ludzie, którzy całym sercem chcą pomóc - dzieciom, którym jest tak potwornie ciężko.

To na pewno zaprocentuje w przyszłości!

Bardzo Was zachęcam, 
a wszystkie szczegóły akcji znajdziecie tutaj

Kasia

Zapewne wiele razy, wspominałam Wam o tym, że dla mnie osobiście, wolontariat hospicyjny to piękna sprawa! To jedna z wspanialszych rzeczy jaka przytrafiła mi się w życiu.

Dziś chciałabym rozszerzyć troszkę ten wątek, opowiadając Wam o moich odczuciach związanych z bywaniem na oddziale.

Postaram się przytoczyć zaledwie kilka historii, które na zawsze wryły się w moją pamięć i nieskończenie wiele razy będę chętnie powracać do nich myślami.

"JESTEM SZCZĘŚLIWA, SZCZĘŚLIWA, SZCZĘŚLIWA... "

.... to nie moje słowa, ani nikogo w sile wieku, zdrowia i energii - To słowa wspaniałej Pani Broni - pacjentki hospicyjnej, która w swoim życiu przeszła wiele dramatycznych chwil. To słowa osoby - niewidomej (przez błąd lekarza), to słowa osoby, która spędzała swój ostatni czas życia w hospicjum. - Niewiarygodnie pogodna, niosąca pocieszenie i radość! Do nikogo nigdy nie miała żalu, kochała ludzi i zarażała tym mnie - osobę, która śmie narzekać na życie. Nigdy nie dorównam Pani Broni, ale będę próbować :) To ogromny zaszczyt, że mogłam spotykać się z tak niezwykłą, a zarazem normalną, wyrozumiałą, zabawną i kochaną osobą. Dla mnie, Pani Bronia nigdy nie umarła, jej słowa, które noszę w sercu - będą mi służyć...do końca...a potem mam nadzieję, znów się spotkamy!


RADOŚĆ ZE...SPRAWIANIA DRUGIEJ OSOBIE PRZYJEMNOŚCI

Mało kto dał mi tyle radości, co Pani Helenka. Co tu dużo mówić - Pani Helenka była moja! :)  Kiedy przychodziłam na dyżur - Pani Helenka cieszyła mnie swoją obecnością. Miałyśmy dokładnie tą samą słabość - czesanie włosów. Uwielbiam kiedy ktoś mnie czesze, dzięki temu, w stu procentach rozumiałam Panią Helenkę - więc - wchodziłam na oddział, witałam się z Panią Helenką i przystępowałam do czesania jej włosów. Czesania nie było końca a przy tym niezapomnianych rozmów! Pani Helenka była piękną, wykształconą kobietą, a czas z nią spędzony był tak cudownie przyjemny, że ... bardzo mi jej brakuje... Poczekam i znów się spotkamy i nie dam sobie wmówić, że będzie inaczej...bo za bardzo tęsknię... 

I NAGLE POCZUŁAM SIĘ WYJĄTKOWA
  
Często na zaufanie trzeba sobie zapracować. Pan Olek nie był na tyle wylewny i otwarty do każdego napotkanego człowieka, by ze wszystkimi chciał dzielić swój czas. Mówił o tym otwarcie i gdy czegoś nie chciał, dawał jasno temu znać. Kiedy Pan Olek był w hospicjum, ja dopiero rozpoczynałam wolontariat. Pełna strachu i niepewności - nie sądziłam, że stanę się dla Pana Olka - wybraną wolontariuszką. Po prostu, pewnego dnia Pan Olek zaprosił mnie na spacer... okazał się tak otwarty, zabawny, spokojny i tak cudowny...Nauczył mnie robić porządnej pizzy, posiadał niewiarygodną wiedzę o świecie, którą się ze mną dzielił, no i sypał dowcipami co rusz :) A kiedy musiałam przejść rozmowę kwalifikacyjną o tytuł stałej wolontariuszki - wstawił się za mną u samej Pani psycholog :) Zawsze będzie gościł w moim sercu!!! Panie Olku - mam nadzieję, że przed nami jeszcze wiele cudownych spacerów! Dziękuję, że wprowadził mnie Pan w wolontariat i że dzięki Panu poczułam się wyjątkowa...




... to tylko trzy moje, krótkie i bardzo cenne historie, ale w sercu noszę ich więcej i do dziś, cieszę się, że zostałam wolontariuszką hospicyjną - to odmieniło moje życie na lepsze!
 
Jeśli tylko zastanawiacie się nad bywaniem w hospicjum to polecam każdemu, 
bo na każdego czeka tam ktoś - kto bardzo CIĘ potrzebuje! 

... A kiedy już się zdecydujecie to bardzo szybko zdacie sobie sprawę, że to Wy potrzebujecie hospicjum, a nie na odwrót! :)

Pozdrawiam i życzę dobrego tygodnia!

Poniżej obiecane kolorowanki.






kolorowanki:
 źródło: www.prima.fr

Czy słyszeliście już o nowej modzie na kolorowanki dla dorosłych?

Ten nowy francuski pomysł robi furorę w kraju pomysłodawców ale powoli dociera też do Polski.
Przebywając obecnie we Francji - potwierdzam - te kolorowanki są wszędzie! 

Na półkach gdzie niegdyś leżały stosy krzyżówek teraz roi się od kolorowanek. 
Francuzi, podczas przerwy w pracy, popijając kawę w przyulicznym barze - kolorują :)

Dorośli ludzie z kredkami, mazakami i pędzelkami - no nie mogłam się oprzeć temu urokowi i też postanowiłam spróbować.
(teraz nie muszę podbierać mojej dwulatce wydruków do kolorowania, a jedynie - kredki :) )




Kolorowanie, rzeczywiście potrafi mnie troszkę uspokoić, ale co ważne - uczy mnie wytrwałości i cierpliwości  :)
Obrazki do pokolorowania są tak "nadzióbane", że trzeba się nad nimi nieźle napracować, żeby skończyć jedną stronę. 
Już kilka razy przyszło mi do głowy nie dokończyć obrazka i przerzucić się na następną stronę... ale nie! - wytrwałam i zakończyłam. :)

Czasu na kolorowanie mam bardzo, bardzo mało i przyznaję, że często, zwyczajnie szkoda jest mi czasu na coś takiego. Ale kiedy złapię już taką chwilkę z kolorowanką to nigdy nie żałuję, bo po tym jestem spokojniejsza, wykorzystałam czas na poukładanie myśli i mój świat  staje się jakby bardziej kolorowy :)


Kolorując, pomyślałam o Was drodzy opiekunowie. Wiem, że nie rzadko Wam ciężko i wiem, że zasługujecie na relaks. Dlatego szczerze polecam Wam antystresowe kolorowanki.
Jeśli tylko  możecie zaangażować swoich podopiecznych do kolorowania - mocno zachęcam!
 (w ramach odpoczynku i rehabilitacji)  

A może w hospicjum - w kąciku dla wolontariuszy powinny znaleźć się arkusze z kolorowankami i kubek wypełniony kredkami?
Co o tym myślicie?

Poniżej przesyłam Wam dwie przykładowe, darmowe kolorowani z francuskich stron internetowych.  Wystarczy zapisać obrazek na komputerze i wydrukować.

Powodzenia! 




Kolejne kolorowanki - przy okazji następnego wpisu.

źródło:
www.prima.fr
Dzisiejszy wpis dedykuję wszystkim tym, którzy jeszcze zastanawiają się na jaką organizację przeznaczyć 1% podatku :)

Wszyscy dobrze wiemy, jak wielkie potrzeby ma każda organizacja pożytku publicznego, dlatego każdy z nas powinien przekazać ten swój 1% tam, gdzie jego zdaniem - trzeba.

Mnie osobiście, wyjątkowo chwytają za serce potrzeby ludzi umierających - ich ból, ich smutek, ich problemy i niespełnione nadzieje - zależą w ogromnej mierze od ludzi cieszących się aktualnie lepszym zdrowiem. 

Temat umierania, niegdyś temat tabu - dziś staje się coraz bardziej "normalnym" tematem. Coś o czym kiedyś nawet mówić nie było trzeba, dziś istnieje, pojawia się w mediach, w Internecie i na ulicy. To wielki sukces, ale nadal potrzeba rozmowy, rozgłosu by umierający i ich bliscy nie czuli się samotni i nie czuli tyle bólu ...  i nawet jeśli nadal wydaje nam się to odległym tematem to i tak kiedyś nas dosięgnie...bo każdy z nas umrze... - niby oczywiste, a jednak!

Moją uwagę zwrócił ostatnio filmik opisujący aktualną sytuację hospicjum i potrzeby ludzi ciężko chorych. W tym krótkim nagraniu, w przekonywujący sposób mówią m.in.: aktorka Aleksandra Woźniak, Jarosław Bieniuk - piłkarz i partner Ani Przybylskiej, aktorka Dorota Kolak, bokser Dariusz Michalczewski i inni wspaniali:)


Jeśli chcielibyście posłuchać więcej o sytuacji hospicjum, kliknijcie tutaj i włączcie audycję z cyklu "Sami sobie" (radio gdańsk).

Miłej niedzieli !

Czasem maleńkie rzeczy potrafią mocno poprawić komfort i samopoczucie chorego.

A przecież nam opiekunom właśnie o to chodzi - by nasz podopieczny mimo ciężkiej choroby czuł się możliwie dobrze, miło i bezpiecznie.
Bywa i tak, że z pozoru wszystko powinno być ok, bo pacjent nie jest głodny, jest pod kontrolą lekarzy, jest czysty i pachnący, a jednak coś jest nie tak, humor nie ten i niepokój. 
Warto wtedy zacząć od drobnych rzeczy, które być może pomogą choremu.

I chociaż wiemy, że ciężka choroba potrafi niszczyć i burzyć codzienny spokój to znów, my opiekunowie możemy uczynić coś by osobie chorej było...lżej.
. 
Co więc robimy, by nasz podopieczny czuł się jak w przysłowiowym "zapiecku"?

Zapraszam do przeczytania poniższych punktów :)

  • Codzienne pytania: "Jak się Pan(i) czuje?", "Czy coś Panu(i) potrzeba?"


Niby proste rutynowe pytania, na które przeważnie słyszymy błahe z pozoru odpowiedzi, a jednak niezmiernie ważne. 
Niemal każda potrzeba pacjenta jest warta spełnienia (często przecież jesteśmy "rękami" chorego), a każda informacja od chorego pozwala ocenić nam jego obecny stan zarówno fizyczny jak i psychiczny.

Może zdarzyć się tak, że podopieczny ma już dość tych codziennych zapytań - ale chyba nie ma wyjścia musi ich słuchać, bo czasem mogą być one ratunkiem. A z całą pewnością są codzienną szansą na szczerą, potrzebną rozmowę. 
Między innymi to te podstawowe pytania  zapewniają chorego, że jest ktoś komu zależy, kto chce wiedzieć, być i pomóc.

  • Regularność



Z reguły osobom ciężko chorym, zwłaszcza chorym na Alzheimera nie potrzebne są zmiany w codziennym życiu. 
Stara zasada mówi, że jeśli człowiek wie co go czeka - jest spokojniejszy. 
Wypracowana, codzienna rutyna w zakres której wchodzą pory: posiłków, toalety, drzemki, spaceru - jest niezmiernie ważna.
U terminalnie chorych ludzi czas płynie inaczej niż u osoby zdrowej. 
Często czas dla chorego oznacza głównie - czekanie. 
Dlatego tak ważne jest dotrzymywanie słowa. Pamiętajmy, jeśli  nie jesteśmy pewni, że przyjdziemy jutro o 10.00, lepiej wcale się nie zapowiadajmy. To ważne! 
  • Stały dostęp do lekarza i środków przeciwbólowych

 

Zapewnienie, że kiedy będzie bolało zrobimy wszystko by pomóc, ogromnie zwiększa poczucie bezpieczeństwa człowieka cierpiącego z powodu choroby .

  • Świeże powietrze

Dzięki spacerom chory nie czuje się jak zamknięty w klatce. 
Przestrzeń i świeże powietrze to przeważnie dobry pomysł!  
Dotleniony mózg lepiej pracuje, organizm się wzmacnia i poprawia się samopoczucie.

  • Spokój

Myślę, że opiekunowie osób chorych powinny w szczególny sposób charakteryzować się spokojem.
Chyba ostatnią rzeczą, jaką potrzebuje schorowany człowiek to niepotrzebne nerwy przychodzące z zewnątrz. 
Już lepiej wykonać te dziesięć głębokich oddechów niż w podminowany sposób witać chorego... Bezsensu! Przychodząc do chorego i okazując swoje nerwy-z pewnością nie poprawimy jego poczucia bezpieczeństwa, a niestety - wręcz przeciwnie.

Oczywiście nasz spokój nie powinien skreślać naszej sprawności i szybkości w wykonywaniu czynności przy chorym. 
Jednak chodzi tu o szybkość - nie zaś pośpiech.
Natomiast spokój - zawsze ;)
  • Przytulny kąt



Ktoś powie - "to tylko rzeczy".
 I rzeczywiście dla jednego będą to tylko przedmioty ale dla drugiego będzie to - drogocenne wspomnienie, zdjęcie ukochanego psa, jedyny taki ważny notesik podpoduszkowy czy cudnie wyblakła poduszeczka z dzieciństwa. 
Przedmioty, którymi otacza się człowiek mają przecież duże znaczenie, a osoba terminalnie chora często wie to najlepiej.

Kiedy naszym głównym miejscem ma być łóżko-nich będzie ono - "takie nasze". 

Opiekun powinien dobrze to rozumieć i tylko pomóc w organizacji ślicznego, czystego i osobistego kącika chorego.

I kolejny szczegół.
 - Dobrze aby łóżko względem drzwi było ustawione tak, by osoba z niego korzystająca od razu widziała osoby wchodzące do jej pokoju. 
Sytuacja odwrotna może powodować niepokój osoby leżącej. To normalne -mówi się nawet, że najbardziej stresującym zawodem jest - kierowca autobusu... z podobnej przyczyny- pasażerowie chcąc chociażby kupić bilet, zachodzą kierowcę od tyłu, podczas gdy on ciągle musi patrzeć na wprost... faktycznie stresujące!
  • Pewność, że jest ktoś, kto stanie za Tobą murem


Jeśli osoba nieuleczalnie chora będzie miała pewność, że jest chociaż (albo aż) jedna osoba, która będzie z nią na dobre i na złe i która zrobi wszystko co w jej mocy by było jej lepiej - to już jest kolejny krok w stronę bezpieczeństwa i spokoju osoby potrzebującej.

Jak więc zdobyć tą pewność i zaufanie? Jest to bardzo trudne zadanie, na które nie ma jednej recepty, jednak z całą pewnością nie zaszkodzą miłe gesty, przyjemne słowa, radosne sprawianie przyjemności osobie chorej no i uśmiech!
  • Spotkania z osobami w podobnej sytuacji


Świadomość, że nie jesteśmy sami i jedyni. Pocieszenie drugiego człowieka, kiedy nam nie jest łatwo. Słowo otuchy od osoby, która również zmaga się z chorobą. To wszystko to - bycie razem, 
a razem zawsze oznacza łatwiej!

Jestem pewna, że wymienilibyście jeszcze więcej, nie mniej ważnych punktów, które mogą pomóc chorym czuć się lepiej i bezpieczniej.
Zapraszam do uzupełniania listy w komentarzach. :)

A na koniec przesyłam serduszko dla każdej chorej osoby!

Z okazji Walentynek 
życzę Wam wszystkim, abyście odczuwali i dostrzegali tyle miłości, 
aby wylewała się ona z Was 
i dotykała innych ludzi!

 

  
Kiedy po raz pierwszy zjawiłam się na hospicyjnym oddziale i odważyłam się wejść do pierwszego pokoju, urzekło mnie coś fantastycznego - "wszędobylska", piękna i wielka miłość dwojga ludzi u kresu życia.

Widziałam i wiem, że można kochać - mądrze i do końca (a nawet i dłużej)

 i...też tak chcę! ... chociaż wiem, że to czasem bardzo ale to bardzo trudne :)

między innymi dlatego ... razem z moim mężem pobraliśmy się w hospicyjnej kaplicy :)
 Powiedzieć i usłyszeć w takim miejscu: "i że Cię nie opuszczę aż do śmierci" - bezcenne :)

A poniżej kilka, dawno znalezionych miłych temacików o miłości:




  

 

Przyjemnego jutrzejszego dnia!

11.02 ŚWIATOWY DZIEŃ CHORYCH

Kochani opiekunowie i podopieczni,

myślę, że mam dla Was dobre wieści :)

Zacznijmy od tego, że największą popularnością bloga cieszą się posty o tematyce dotyczącej toalety chorego. Z racji tego, mam dla Was dodatkowe uzupełnienie tej tematyki. 
Mam nadzieję, że dzisiejszy wpis zasłuży sobie na równie duże zainteresowanie z Waszej strony.

źródło:weheartit.com
Ogrom ludzi na całym świecie pracuje nad tym by ciężko chorym było lżej, a ich opiekunom nieco łatwiej. I oby tak dalej!
Dziś chciałabym przedstawić Wam francuski produkt, który jest już dostępny w Polsce i bezspornie zaliczam go do produktów ułatwiających życie zarówno chorym jak i ich opiekunom.

Francuzi nie od dziś cenią sobie wygodę (wiem, co mówię - już kilka dobrych  lat spędziłam u "ślimakojadów" :))... i bardzo dobrze! Powinniśmy się tego od nich uczyć, bo nasze cenne życie można sobie upraszczać, czerpiąc z niego jak najwięcej radości!

Ale do rzeczy,
chciałabym przedstawić Wam nową technikę mycia osoby leżącej, bez używania miski z wodą, gąbki i ręcznika. W zamian za to potrzebujemy nasączoną, myjącą, jednorazową rękawicę firmy CLEANmedis


Nasączona rękawica "Aqua sensitive" ma przyjemy i delikatny zapach, w jej środku znajduje się warstwa z folii ochronnej, natomiast zewnętrzna strona wykonana jest z miękkiego i przyjemnego materiału. 
Możemy zatem delikatnie a zarazem skutecznie myć wrażliwą skórę pacjenta.
Jest porządnie zszyta i solidnie wykonana, nie ma możliwości podarcia się przy użytku.

Opakowanie przypomina te z nawilżanymi chusteczkami dla dzieci nowo narodzonych. Po wyciągnięciu jednej rękawicy zaklejamy "okienko" i pozostałe sztuki nie tracą swoich wartości. 
Fajne jest to, że całe opakowanie możemy włożyć na chwilę do mikrofalówki, po to by rękawice były cieplutkie i jeszcze bardziej milutkie.


źródło:weheartit.com
Stosowanie tej nowej metody mycia jest wygodne i higieniczne. Dużą zaletą jest też to, że mycie osoby leżącej za pomocą rękawicy trwa bardzo krótko i sprawnie.
Dodatkowo, produkt jest hipoalergiczny, jednak nie nadaje się na uszkodzoną skórę.

W porównaniu do tradycyjnego mycia chorego w łóżku, mycie przy użyciu jednorazowej rękawicy jest rozwiązaniem droższym. Jeśli jednak zechcielibyście wypróbować tej techniki, możecie skorzystać z rabatu w wysokości 5%, który udało mi się dla Was zdobyć :). Przy zamówieniu wpiszcie hasło: "z Tobą mi lżej".


źródło:weheartit.com

Ale to co najważniejsze!
Jakąkolwiek metodę stosujecie nigdy nie zapominajcie o wielkim szacunku do chorego i nie oszczędzajcie na sympatycznym uśmiechu.
I zawsze, ale to zawsze - traktujcie osoby chore tak, jak sami byście chcieli być traktowani w podobnej sytuacji. 

O czym należy jeszcze pamiętać przystępując do toalety chorego przeczytacie tutaj

A po myciu, życzę Wszystkim Pacjentom - pięknych, lawendowych snów!

źródło:weheartit.com

Dr Elizabeth Kubler-Ross (1926-2004)
 to postać bardzo znacząca dla medycyny paliatywnej a dokładniej dla psychoonkologii.

To osoba, która w swoich działaniach  dążyła w sposób konkretny, do poprawy stanu psychicznego osób u których  sytuacja wyglądała na bardzo skomplikowaną lub po prostu beznadziejną.

 
 Dr Elizabeth Kubler-Ross

Dr Elizabeth dostrzegała zarówno kłopoty, reakcje i potrzeby osób umierających, 
jak i bierność, bezradność i bariery w poruszaniu tematu śmierci przez lekarzy.
Chcąc przełamać te bariery udzielała licznych wykładów, warsztatów i rozmów indywidualnych.

To w dużej mierze, dzięki niej społeczeństwo rozpoczęło dyskusję na tematy trudne, dotąd tematy tabu, ale jakże ludzkie i dotyczące każdego
- na tematy śmierci i umierania.

Dr Elizabeth uważała, że należy wyszczególnić ogólne fazy oswajania się z diagnozą choroby nieuleczalnej, po to by lepiej towarzyszyć choremu, starając się go rozumieć w jego poszczególnych momentach walki z chorobą.
Oto 5 faz oswajania się z diagnozą choroby nieuleczalnej wg Dr Elizabeth Kubler-Ross :

I. Zaprzeczenie i izolacja


Bardzo często osoba, która usłyszała okrutną diagnozę powtarza sobie w myślach
"to niemożliwe", "to przecież musi być pomyłka". 
Te pierwsze reakcje po otrzymaniu negatywnych wyników można troszkę przyrównać do znanych "trzech mądrych małpek", które nie widzą zła, nie słyszą zła i nie mówią nic złego, a zło w tym wypadku to - choroba nieuleczalna.
Usłyszenie pierwszy raz tak okropnej diagnozy niestety często demotywuje do wizyt lekarskich, bo lepiej unikać wszystkiego co może potwierdzić drugi raz diagnozę...


II. Gniew 


Masz czasem wrażenie, że ktoś Cię nie znosi, jest okropnie złośliwy wręcz wrogo do Ciebie nastawiony?
Nie oceniaj zbyt pochopnie, bo może właśnie ta osoba - na pozór "złośliwa" dowiedziała się niedawno, że ma raka.
Oczywiście głównym "wrogiem" jest tu  śmierć, nie zaś Ty. Śmierć, która póki co jest poza zasięgiem chorego. 


III. Negocjacje


Osoba chora, w tej fazie bardzo często targuje się, zawiera "układy" z losem lub z Bogiem. A wszystko to ma na celu przywrócić jej zdrowie lub przedłużyć życie.


IV. Depresja


Wszystko powoli traci sens, na ustach gości permanentny smutek i nic już się nie chce, wcześniejsze marzenia i plany nie mają już większego znaczenia. 
A wszystko to wiąże się z docierającą świadomością zbliżającej się śmierci.



V. Akceptacja 



 "Po burzy wychodzi słońce". 
Osoba ciężko chora powoli się wycisza, godzi się z diagnozą i osiąga spokój.


I niech ta powyższa wiedza, kochani opiekunowie, choć w niewielkim stopniu, przyczyni się do tego by naszym podopieczny było choć ciuteńko lżej za naszą sprawą.

Odwagi!
Przyjemnej niedzieli. 
Nowsze posty Starsze posty Strona główna

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

INSTAGRAM @kasia.ztobamilzej

Copyright © 2016 z Tobą mi lżej. Created by OddThemes